napisz do autora

PODRÓŻNIK

Eretz Israel

Marek Hłasko napisał niegdyś, że "Izrael to dobry kraj do suszenia bielizny". To prawda zwłaszcza wtedy, kiedy od kwietnia do czerwca wieje chamsin - suchy, porywisty wiatr, niosący zwały pyłu i piasku z Afryki.

Po pięciu godzinach lotu z Bukaresztu samolot rumuńskich linii lotniczych ląduje o pierwszej nad ranem na lotnisku im. Ben Guriona w Tel Awiwie. Wraz ze mną odprawiani są rosyjscy Żydzi, którzy na stałe przylecieli do Ziemi Obiecanej. Są zdenerwowani, przepychają się, byle bliżej do wyjścia z lotniska. Wokół słychać pokrzykiwania: "Babuszka, babuszka, dawaj sjuda&...", "Bystro, bystro!", "Cziemaganczik, gdie moj cziemaganczik?" Przede mną stoi postać jakby żywcem wyjęta ze Skrzypka na dachu - ponad 70-letni brodaty mężczyzna z workiem grzechoczących orzechów na ramieniu! Wreszcie wszyscy, łącznie z dziadkiem z orzechami, przechodzimy pomyślnie kontrolę celną i paszportową. Szybkim krokiem pokonuję halę lotniska, przede mną rozsuwają się szklane drzwi i jestem na zewnątrz, gdzie panuje upalna, podzwrotnikowa noc. Wciągam haust powietrza, które odurza egzotyczną wonią - to pachnie pustynia oraz oliwne i pomarańczowe gaje. Jestem w Ziemi Świętej, kolebce kultury judeo-chrześcijańskiej.

Armagedon

W Tel Awiwie mieszkam u "znajomych znajomych" przy ulicy Megiddo. Nie wiem, czy to dobry omen, gdyż Megiddo to nazwa biblijnego Armagedonu, miejsca ostatniej bitwy dobra ze złem przed Dniem Sądu Ostatecznego. Ponieważ jednak wszystko w Izraelu ma wymiar biblijny i apokaliptyczny, postanawiam nie przejmować się.

Moja gospodyni, wraz z siostrą i rodzicami, była przechowywana podczas okupacji przez rodzinę krakowskiego adwokata. Kiedy po upadku Powstania Warszawskiego hitlerowcy nasilili w Krakowie poszukiwania ocalałych powstańców, całą czteroosobową rodzinę Guterów przewieziono do Brodów koło Kalwarii Zebrzydowskiej. Podczas pacyfikacji wsi kryjówkę w piwnicy znalazł niemiecki żołnierz, który zamarł na widok swojego odkrycia.

- Czy wierzy pan w Boga? - Zapytała go zdesperowana matka rodu czystą niemczyzną. - Bo ja tak!

Wehrmachtowiec odwrócił się na pięcie i wyszedł. Przynajmniej w tym wypadku okazało się, że Bóg jest naprawdę jeden!

Kiedy w 1951 roku Guterowie wyjechali do Izraela, kraj był tylko spłachciem pustyni. Teraz Niusia Guter oprowadza mnie z dumą po jego nowoczesnej stolicy (Jerozolimę, jako stolicę, uznają tylko nieliczne kraje, w tym Paragwaj i Boliwia). Jedną z pryncypialnych ulic Tel Awiwu jest nazwana na cześć byłego burmistrza Dizengoff ze słynną fontanną, będącą popularnym miejscem spotkań. Na Dizengoff są także knajpki z najlepszymi na świecie "flakami po polsku", ciulentą i innymi cymesami kuchni żydowsko-polskiej.

Muzeum Sztuki w Tel Awiwie jest największym w Izraelu i jednym z ważniejszych w świecie. Na świeżym powietrzu oglądam rzeźby i instalacje współczesnych twórców, a wewnątrz prace największych malarzy - Chagalla, Modiglianiego, Picassa, Moneta, Klimta, Miró&... Wiele dzieł to darowizny z całego świata, m.in. od Peggy Guggenhaim, której ojciec zginął podczas katastrofy Titanica.

Wojna i miłość

W Izraelu ani na chwilę nie da się zapomnieć, że to kraj w stanie permanentnej wojny - co krok spotyka się piesze i zmotoryzowane patrole wojskowe, a widok zmierzającego do domu rezerwisty w cywilnym ubraniu, z M-16 na ramieniu i zapasowymi magazynkami w plastikowej siatce na zakupy nie jest wcale rzadki. Służba wojskowa dotyka wszystkich osiemnastolatków, przy czym mężczyźni służą 3, a kobiety 2 lata; rezerwiści są powoływani średnio na 2-3 miesiące w roku. Poznany przeze mnie przypadkowo kapitan sił lądowych jest dowódcą czołgu; wrócił właśnie znad granicy libańskiej i już wie, że kiedy za 9 miesięcy wsiądzie znowu do czołgu, będzie ojcem nowonarodzonego dziecka. Przyrost naturalny to w Izraelu polityczna sprawa, ale żeby nie wiem jak się starać, to tylko w niewielkim stopniu można zmienić fakt, iż kilkumilionowy kraj otoczony jest przez 850 milionów kwestionujących jego istnienie muzułman!

Izraelskie żołnierki to piękne dziewczyny - czarnowłose, śniade, w większości szczupłe i zgrabne, z migdałowego kształtu oczami. To są sabra, co jest wieloznacznym terminem na określenie Izraelczyków obojga płci urodzonych w niepodległym już państwie. Słowo pochodzi od tzabar, hebrajskiej nazwy owocu opuncji, który z zewnątrz jest kolczasty i twardy, a wewnątrz miękki i słodki. Nic dodać, nic ująć!

Zamurowane wrota

Z Tel Awiwu do Jerozolimy prowadzi autostrada, na której poboczach pozostawiono celowo wraki czołgów i pojazdów zniszczonych podczas zdobywania Jerozolimy w trakcie wojny sześciodniowej z 1967 roku. Walki były krwawe, gdyż w obawie przed zniszczeniem zabytków armia izraelska nie używała artylerii ani lotnictwa.

To, co w Jerozolimie najważniejsze i najpiękniejsze, znajduje się w otoczonej wysokimi murami z jasnego kamienia starej części miasta. Prowadzą do niej bramy, z których najważniejsza, zwana Złotymi Wrotami, jest zamurowana - tymi drzwiami do świętego miasta wejdzie Zbawiciel, zwiastując koniec świata.

Na wschód od starówki znajduje się Wzgórze Oliwne i Ogród Getsemani, w którym Chrystus modlił się w noc przed pojmaniem. Dotykam gałęzi drzew oliwnych, liczących sobie ponoć 5000 lat! Z leżącej obok cerkwi św. Marii Magdaleny, poprzez ażurowy portal, patrzę na panoramę miasta po drugiej stronie doliny Cedronu. Stąd wszystko wydaje się spowite ciszą i spokojem, ale to pozory, gdyż Terra Sancta jest miejscem świętym dla wyznawców trzech wielkich monoteistycznych religii świata: dla Żydów, którzy mają tutaj swoją Ścianę Płaczu, Kotel Ha-Maarawi, będącą pozostałością zburzonej przez Rzymian II Świątyni; dla Arabów, którzy wierzą, iż skała znana z ofiary Abrahama jest tą samą, z której wniebowstąpienia doświadczył Mahomet, w związku z czym postawili tu ośmiokątny meczet Omara, Kubbet es-Sachra; i dla chrześcijan, którzy mają tuż obok swoją Golgotę, symbolizowaną przez krętą Via Dolorosa. Nic dziwnego, że przy takim nagromadzeniu świętości konieczne było wprowadzenie podziału - pomiędzy dzielnicami chrześcijańską, ormiańską i żydowską można przechodzić swobodnie, natomiast dzielnica muzułmańska otoczona jest murem, w którym znajdują się strzeżone przez żołnierzy furtki, często drewniane. Przez jedną z nich wchodzę na plac otaczający meczet, którego złota kopuła jest wizytówką nie tylko Jerozolimy, ale i Izraela. Robię pośpiesznie zdjęcia, czasu mam niewiele, bo jest piątek, święty dzień muzułman, i za chwilę Wzgórze Świątynne zostanie zamknięte na dwa dni.

Via Dolorosa wije się między arabskimi sklepikami do Bazyliki Grobu Świętego, zarządzanej przez różne kościoły: grecki-ortodoksyjny, rzymsko-katolicki, syryjski, koptyjski i jakobitów. Kiedyś prawa do reprezentacji miał także kościół etiopski, ale obecnie został on relegowany na poddasze kaplicy św. Heleny. Aby nie dochodziło do niepotrzebnych sporów, klucze do kościoła są od czasów osmańskich w posiadaniu mieszkającej w pobliżu rodziny muzułmańskiej, która każdego ranka otwiera drzwi, a wieczorem je zamyka. Tuż obok inni muzułmanie handlują dewocjonaliami; można tutaj kupić butelkowaną wodę z Jordanu, olej z groty Narodzenia Pańskiego w Betlejem, a nawet korony cierniowe (sic!) w rozmaitych rozmiarach!

Z Jerozolimy do Betlejem jest tylko 8 kilometrów, ale to już tzw. Zachodni Brzeg Jordanu. Miasto żyjące w dużej mierze z turystyki pielgrzymkowej od roku otoczone jest ośmiometrowym murem. W jego obrębie stoi zbudowany w 326 r. przez Konstantyna Wielkiego kościół Narodzenia o bardzo niskim i wąskim wejściu - większe wrota, których zarys jest wciąż widoczny, zostały zamurowane w czasach imperium osmańskiego, by uniemożliwić okupantom wjeżdżanie do bazyliki na koniach!

Miejsce narodzin Chrystusa w Grocie Narodzenia Pańskiego wyznacza wieloramienna srebrna gwiazda, pośrodku której, w marmurowej posadzce, znajduje się zagłębienie ze świętym olejem.

Ryba świętego Piotra

Jordan, którego źródła leżą w Libanie, płynie z północy na południe dnem rowu tektonicznego przez najniżej na świecie położone słodkowodne jezioro Tyberiackie (inaczej Genezaret), i uchodzi do Morza Martwego. Dla współczesnego Izraela rzeka i jezioro to podstawowe źródła wody pitnej, która rurociągami transportowana jest aż na pustynię Negev. (Wniosek - sprzedawana na każdym kroku "łatwo-wiernym" turystom butelkowana woda z Jordanu jest zwykłą "kranówą" służącą do nabijania klientów w butelkę właśnie!). Jednak historycznie i religijnie rzecz ujmując, Jordan to jedna z najważniejszych rzek na świecie - to w Jordanie dokonał się chrzest Chrystusa, który chodził po wodzie zasilanego przez rzekę jeziora Genezaret, a w nadbrzeżnym mieście Kafarnaum mieszkał rybak Szymon, późniejszy święty Piotr, uznawany przez kościół katolicki za pierwszego papieża.

Siedząc w knajpce na świeżym powietrzu w pobliżu Tyberiasu, jem ościstą rybę św. Piotra, której naturę lepiej oddaje jej arabska nazwa musht - "grzebień"! Patrzę melancholijnie na stojącą przy zejściu do "biblijnych" wód jeziora Genezareth tablicę z napisem: "Niebezpieczeństwo. Głęboka woda". 2000 lat temu Jemu jakoś to nie przeszkadzało!

Czysty komunizm

Osadnicy żydowscy przybywający do Palestyny Mandatowej organizowali komunalne gospodarstwa rolne, zwane kibucami, w których wszystko było wspólne. Jeśli ktoś coś posiadał, musiał oddać na rzecz wspólnoty - prezenty ślubne, odszkodowania powojenne, honoraria&... W kibucu każdy pracuje ile może (ale minimum 8 godzin dziennie przez 6 dni), i dostaje wszystko, co potrzebne do życia. W kibucach nie ma sądów ani policji, gdyż komuny zarządzane są żelazną ręką komitetów kierujących, sprawujących władzę w okresach pomiędzy walnymi zgromadzeniami kibucników. To zasady syjonizmu socjalistycznego. Dzięki tej polityce kibuce - w przeciwieństwie do komun hippisowskich - przetrwały po dziś dzień, jednak od czasów siermiężnej prostoty z okresu walki o państwowy byt przekształciły się dobrze prosperujące jednostki gospodarcze różnych branż, w tym także hotelarskiej. Jednym z takich kibuców, dysponującym czterogwiazdkowym hotelem, jest leżący 9 km od granicy libańskiej Hagoshrim. Wjazd na jego teren jest nieco deprymujący, gdyż ośrodek otoczony jest zasiekami z drutu kolczastego, w rogach stoją wieże strażnicze, wszędzie pętają się uzbrojeni w automaty ludzie, a luksusowy hotel ma tyleż pięter w górę, co w dół - to niezbędne ze względu na zdarzające się ataki rakietowo-moździerzowe z Libanu i Syrii.

Po spokojnej na szczęście nocy następuje obowiązkowe zwiedzanie kibucu pod przewodnictwem pochodzącej z USA Sarah, która z neofickim zapałem zachwala uroki życia w komunie. Podczas wycieczki największe wrażenie robią szczeliny przeciwlotnicze i zejścia do schronów na terenie ogródków zabaw dla dzieci, które dorastają w "dziecięcej komunie" pod opieką wychowawców, a rodzice odwiedzają je tylko sporadycznie i na krótko.

Z Hagoshrim jedziemy w stronę granicy syryjskiej i spornych wzgórz Golan, zajętych przez Izrael w 1967 roku. Teraz znajduje się tu izraelska stacja radarowa i nasłuchu elektronicznego, badająca co piszczy w trawie po syryjskiej stronie granicy.

Wzrok przyciągają też wznoszące się na niemal 3000 m npm ośnieżone szczyty Mount Hermon - ta odnotowywana już w Biblii góra jest jedynym w Izraelu miejscem uprawiania zimowych sportów narciarskich.

Droga na południe

Wzdłuż wybrzeża Morza Śródziemnego jadę na południe. Droga wiedzie przez Akkę, która w starożytności była osiedlem fenickim, a od XII wieku do 1948 roku przechodziła - jako strategiczna twierdza i port - z rąk do rąk: władali nią krzyżowcy, muzułmanie, Turcy Selima I Groźnego, Anglicy, a w końcu zajęli ją Żydzi.

Hajfa, leżąca nieco dalej na południe na stokach wzgórz Karmel, miała równie burzliwą historię - miastem władało Bizancjum, Persowie, Arabowie i Mamelucy, którzy ją zniszczyli. Na krótko zawitał tam sam Napoleon Bonaparte, a potem zapanowało Imperium Ottomańskie. Wizytówką miasta jest Mauzoleum Baba, główna świątynia bahaizmu, odłamu islamu uznawanego przez wieki za herezję. Obecnie babizm to ponadnarodowa kongregacja, zrzeszająca także wyznawców spoza kultury muzułmańskiej. Dzisiejsza Hajfa to miasto, o którego nowoczesności świadczy Instytut Technologii - Technion, oraz obecność siedzib Intela i Microsoftu.

Cezareę Nadmorską założył w latach 34-37 p.n.e. podlizujący się Rzymianom Herod I Wielki, nazywając miasto na cześć cezara Oktawiana Augusta. W Cezarei można podziwiać kamienny akwedukt, odrestaurowany amfiteatr, w którym po dziś dzień odbywają się występy i imprezy artystyczne, a także resztki zamku i katedry z okresu wypraw krzyżowych. Cezarea Nadmorska była siedzibą rzymskich namiestników; to stąd Poncjusz Piłat zjechał w czas święta Paschy do Jerozolimy, gdzie skrzyżowały się drogi jego i Jezusa Chrystusa.

Z osobą Heroda związana jest też leżąca na skalnym urwisku nad Morzem Martwym Masada. Późniejszy król Judei schronił się tutaj w 40 r. p.n.e., uciekając przed Partami, i od tamtej pory upodobał sobie to miejsce - ufortyfikował je, wyposażył w wykute w skale cysterny na wodę i magazyny żywnościowe. Od VII w Masada pozostawała niezasiedlona aż do odkrycia jej w roku 1842. Częściowo odrestaurowana (granice między "starym" a "nowym" wyznacza wymalowana na murach czarna linia), Masada dostępna jest dzięki kolejce linowej, której wagoniki, czerwony i żółty, kursują z leżącego 410 metrów niżej kurortu Ein Gedi.

Żona Lota

Należący do Eged Tour autokar wiezie nas drogą wytyczoną w miejscu, które jeszcze nie tak dawno leżało pod powierzchnią Morza Martwego. Poziom wody w i tak najniżej na Ziemi położonym naturalnym zbiorniku stale opada, tak za sprawą parowania i odsalania wód w celu uzyskania wody pitnej, soli i cennych minerałów, jak i wykorzystywania zasilającego Morze Martwe Jordanu przez Izrael i Jordanię. Mijamy białą, wapienną skałę przypominającą ludzką postać - zdaniem przewodnika, to żona Lota obrócona w słup soli podczas ucieczki z mającej leżeć w tych okolicach biblijnej Sodomy.

Nieopodal znajdują się też ruiny osady Qumran, gdzie w połowie ubiegłego wieku znaleziono słynne Zwoje znad Morza Martwego. Pochodzące z okresu od II w. p.n.e. do I w. n.e. i spisane po hebrajsku, aramejsku i grecku rękopisy zawierają ustępy lub wręcz całe księgi Starego Testamentu, prezentowane obecnie w Muzeum Izraela w Jerozolimie.

Zajeżdżamy do rozpościerającego się u stóp Masady kurortu Ein Gedi, leczącego kąpielami błotnymi i solankowymi. Zabudowania ośrodka leżą kilkaset metrów od brzegu - o tyle cofnęło się w ostatnich czasach Morze Martwe. Przy zejściu do wody stoją olbrzymie kadzie z leczniczym błockiem - smarujemy się wszyscy od stóp do głów i wyglądając jak minstrele wchodzimy do wody, a raczej do ciepłej, przesolonej zupy. Chcąc zmyć z siebie maź, a niepomny na ostrzeżenia przewodnika, usiłuję zanurkować i momentalnie tego żałuję - chociaż zamknąłem oczy, pieką mnie jak palone sodomską siarką! Po omacku wychodzę na brzeg i wtaczam się pod najbliższy prysznic. Co za ulga! Znowu widzę! Mądrzejszy po szkodzie, wracam do wody i korzystam z uroków, jakie daje jej niemal 30-procentowe zasolenie - mogę się nawet położyć na boku i podeprzeć głowę ramieniem, a i tak unoszę się na powierzchni. Cudnie! Nawiązuję rozmowę z leżącym na wznak i czytającym gazetę pejsatym młodym Izraelczykiem - przestrzega mnie przed zbytnim zapuszczaniem się w stronę jordańskiego brzegu, gdyż zdarzało się, iż strzelano stamtąd, a potem opowiada, że kilka lat temu sam walczył w tych okolicach. Najwyraźniej tematu wojny nie da się w tym kraju uniknąć!

Morze Czerwone

Pomiędzy naprawdę martwym Morzem Martwym, a uchodzącym za raj płetwonurków Morzem Czerwonym rozciąga się pustynia Negev - to 13 tys. km kwadratowych skał i piachu, wśród których znajduje się największy krasowy krater świata - Ramon. Oglądamy go ze specjalnego punktu widokowego; krater ma 40 km długości i od 2 do 10 km szerokości. Nieopodal leży miasto Dimona z ośrodkiem badań jądrowych, a sama pustynia to - prawdopodobnie - miejsce skrywania izraelskiego arsenału atomowego.

Przez środek pustyni prowadzi niezbyt ruchliwa szosa mająca swój koniec w Elacie - to miejscowość wczasowo-wypoczynkowa w zatoce Akaba nad Morzem Czerwonym, leżąca na skrawku izraelskiej ziemi wciśniętej między Egipt a Jordanię. Zakwaterowani zostajemy w czterogwiazdkowej Soneście, skąd niedaleko do plaży. Nareszcie wspaniała woda i piasek. Łóżka plażowe wypożycza muskularny blondyn, jakby żywcem wyjęty z Baywatch. To wzbudza moją ciekawość. Okazuje się, że Paul jest z pochodzenia Duńczykiem, który zdradził dla tutejszego klimatu mglistą i dżdżystą Skandynawię. Paula odwiedzają na plaży trzy seksowne sabry; z jedną z nich wypuszczam się wieczorem w miasto. To jedyne miejsce w Izraelu, gdzie widzi się koczujących na trawnikach czy plaży turystów. Ze względu na porę roku, jak i sytuację polityczną, tych ostatnich nie ma tu wielu, więc co chwilę jesteśmy nagabywani przez stojących przed pustymi knajpkami naganiaczy. Idziemy nad morze, a potem brzegiem na wschód. Po chwili widzimy małe ognisko, a w jego świetle wojskowego jeepa z erkaemem na masce i kilku rozebranych do pasa żołnierzy. Podchodzimy bliżej. Okazuje się, że jeep i wojskowi wyznaczają granicę między Izraelem, a Jordanią! Żołnierze nie chcą dać mi do ręki M-16, ale zainteresowani są "moją" sabrą. Do hotelu wracam sam. Po drodze widzę czarnego jak noc uchodźcę z Afryki, który prawie o północy maluje łóżka plażowe. Żal mi go, ale w pewien sposób jest mu lepiej niż mnie, gdyż cierpliwie towarzyszy mu jego dziewczyna.

Następnego dnia wyruszam ku zachodniej granicy, od której dzieli mnie "aż" 8 kilometrów! Przejście między Izraelem a Egiptem znajduje się okręgu Taba, który podczas wojen izraelsko-arabskich przechodził z rąk do rąk. Izrael oddał wreszcie sporny teren w 1988 roku, ale wcześniej pobudował tam hotel o 400 pokojach. Nie mam wizy egipskiej, więc tylko ze smutkiem spoglądam na wznoszący się majestatycznie na zachodzie masyw półwyspu Synaj - ziemia faraonów musi na mnie jeszcze poczekać.

Reportaż opublikowany w nowojorskim "Nowym Dzienniku"

wróć do góry

Z recenzji...

Jeżeli na powieści Mirosława P. Jabłońskiego zakończy się historia polskiej SF, nie będę miał pretensji do losu. "Duch czasu" to niewątpliwie godne uwieńczenie - ostatni, szalony skowyt na gruzach świetnego niegdyś imperium.

Archwium polskiej fantastyki
Golden Days Tours - Discover Jordan
copyright 2013 | Webdesign Aem Paul Huppert Powered by Ceti